-Lyka-spojrzła na mnie karcaco Rose, kiedy w połowie drogi tykałam go chyba 50 raz. Uśmiechnęłam się, na co Grell tez lekko się podśmiewał. Rose dołączyła się do naszego małego śmiechu. Zawirowałam i ustałam normalnie obok Rose. Co chwila wychylałam sie i zerkałam na rozkosznego malucha.
-No dobrze-odparła alfa i podła mi malucha w reke. Przytknęłam go sobie do twarzy.
-Słodki jesteś-zasmiałam sie. Kochałam małe i słodkie rzeczy, a to było małe , słodkie i żyło... po prostu cudność.
Gdy bylis my w gronie gosci. Wszyscy zaczeli nasz ciasno otaczać. jedni składali żyzenia a inni patrzeli na szczeniaki. Len wszedł mi na głowe i wystawił jezyczek. Rose zasmiała sie i pomogła mi go ściagnąc. Maluch polizał ja w policzek. Zrobiło mi sie słodko.
<Grel? Rose? pko pierwsze sorki, ze tak długo ale jakoś z głowy mi wypadło, a po drugie czy nie zadurzu Sweetu w tym opowiadaniu?
, a szczeniaki słodziutkie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz